Gazeta jak reprezentacja

artykuł dra Krystiana Dudka opublikowany na portalu Gazety Uniwersyteckiej
Link do publikacji

Każdy student dziennikarstwa powinien napisać choć jeden artykuł do gazety uczelnianej – do takiej konkluzji doszedłem kiedyś w rozmowie z jednym ze śląskich dziennikarzy. Jeśli ktoś zapyta, dlaczego, odpowiem, traktując temat w sposób typowy dla piarowca.

Pisanie do „Gazety Uniwersyteckiej UŚ” jest jak gra w reprezentacji uczelni. To kanał komunikacji potężnej społeczności – ponad 30 tysięcy studentów i ponad 2 tysięcy wykładowców na 12 wydziałach, a nie zapominajmy o niezliczonej rzeszy absolwentów, przyjaciół, partnerów – czyli bardzo licznym otoczeniu zewnętrznym. Uniwersytet od zawsze […] był miejscem spotkań ludzi o różnych poglądach, opiniach, otwartym na konstruktywne dyskusje i wytyczanie nowych wizji i kierunków myślenia i działania – słowa JM Rektora prof. zw. dr. hab. Wiesława Banysia, opublikowane na stronie internetowej uczelni, zobowiązują, także, albo i przede wszystkim, piszących do gazety. Tym bardziej, gdy spojrzymy na jej dwudziestoletni dorobek i zacne grono tworzące ten tytuł. To jakże poważne zobowiązanie, odkąd pamiętam, zawsze udawało się łączyć ze studencką fantazją. Bywały zatem teksty intelektualne, uczone i poważne. Bywały artykuły swobodniejsze – jak te dotyczące życia studenckiego. Bywały też teksty strategiczne i elektryzujące brać studencką – jak te dotyczące… zasad przyznawania i wysokości stypendiów. Ale po kolei…

Pierwsze wrażenie

Mój pierwszy kontakt z redakcją był całkiem prozaiczny. Zszedłem do podziemi, zapukałem, przywitałem się i zapytałem, czy „Gazeta” zainteresowana jest kilkoma tekstami, na które miałem pomysł. Odpowiedź była pozytywna, zatem pozostało zabrać się do pracy. Wrażenie zrobiła już sama siedziba redakcji. Duży, kolorowy pokój, na ścianach zdjęcia zespołu „Katowice”, a w rogu instrumenty muzyczne. Najbardziej zapamiętałem wielki puzon i kolekcję słowników. Pamiętam też panią Aleksandrę Kielak, siedzącą za wielkim biurkiem.

Niezwykłe spotkania

Najmilej wspominam artykuł związany z moją aktywnością w samorządzie studenckim. Poza obszarami związanymi z promocją, zajmowałem się też pomocą studentom niepełnosprawnym. Pewnego dnia z Biura Konsultanta Rektora ds. Osób Niepełnosprawnych dotarła do mnie informacja, że na WNS studia rozpocznie niewidomy student. Ta informacja nie była dla mnie zaskoczeniem. Większym okazało się to, że Bartek, bo tak miał na imię, będzie samodzielnie dojeżdżał na zajęcia z Gliwic. Kilka dni później poznaliśmy się, a on – z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru i dystansem do świata – opowiedział o sobie i przedstawił mi swojego psa przewodnika – Nikę. Gdy zapytałem, jak mogę mu pomóc, poprosił o przemaszerowanie z siedziby uczelni do dworca PKP, by móc policzyć kroki dzielące oba miejsca i nauczyć Nikę trasy. Wkrótce spotkaliśmy się ponownie i Bartek opowiedział o wrażeniach z pierwszych dni studiów. Po tej rozmowie zdecydowałem się napisać o nim artykuł. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony jego otwartością i optymizmem. Z uśmiechem opowiadał o tym, jak śp. prof. Jan Przewłocki sympatycznie zareagował na obecność czworonożnego przyjaciela podczas zajęć. Profesor wpisał Nikę na listę obecności i za każdym razem sprawdzał, czy jest na sali podczas zajęć. Bartek opowiedział też o pewnym nietypowym kłopocie i poprosił o pomoc. Chodziło o to, że studenci, a dokładniej studentki, widząc Nikę, nie ukrywały swojego zachwytu sympatycznym czworonogiem, częstując ją smakołykami i głaskając. Mimo że było to bardzo miłe – dla Bartka stanowiło problem, gdyż pies, z powodu nadmiaru emocji, tracił koncentrację i zamiast czujnie prowadzić Bartka do celu, gubił trasę. Bartek śmiał się, że wolałby, aby koleżanki równie entuzjastycznie reagowały na niego samego i głaskały go zamiast psa.

Była to jedna z wielu sytuacji, których nie doświadczyłbym, gdyby nie współpraca z „Gazetą Uniwersytecką UŚ”. Dzięki niej poznałem wiele wspaniałych osób, niektórym – z racji pracy w samorządzie – mogłem pomóc, ale przede wszystkim czułem się częścią wielkiego organizmu, jakim jest Uniwersytet Śląski.

Gazeta jak trampolina

Dzisiaj, kilka lat po ukończeniu studiów, nadal blisko związany z uczelnią dzięki finalizacji doktoratu, z uśmiechem przypominam sobie czasy, w których artykuły o juwenaliach czy życiu studenckim były topowymi projektami angażującymi bez reszty. Obecnie, gdy moja aktywność zawodowa związana jest z public relations, gdy rekrutuję osoby do pracy w PR – zawsze zwracam uwagę i pytam o aktywność w trakcie studiów. Bez zbędnej kurtuazji przyznam, że doceniam osoby, które w trakcie studiów publikują w prasie uczelnianej. Zawsze proszę o dostarczenie wybranych tekstów. „Gazeta Uniwersytecka UŚ” jest jak reprezentacja, umożliwiając prezentację swoich atutów – bywa jak trampolina.

Gazeta Uniwersytecka