„Mikołów to nie Hollywood” – dr Krystian Dudek dla Dziennika Zachodniego

  • 10 października 2017

W artykule red. Bartosza Wojsy dla Dziennika Zachodniego na temat zakochanego w swojej asystentce burmistrza Mikołowa, Stanisława Piechuli, wypowiedział się dr Krystian Dudek, specjalista ds. marketingu politycznego z Instytutu Publico.

Sprawą burmistrza i jego byłej asystentki żył swego czasu cały Mikołów, gdy Piechul na swoim profilu Facebookowym wyznał miłość do pani Aleksandry i zadeklarował, iż chciałby z nią przebywać non stop.

Kiedy wydawało się, iż sprawa nieco ucichła, ponownie zrobiło się bardzo głośno o relacji szefa i podwładnej. Wszystko po informacjach na temat sum, które zarabiała pani Aleksandra. Lokalne Stowarzyszenie RETA dotarło do informacji, że podczas gdy średnie zarobki asystentów wynikające z regulaminu kształtują się w granicach 1450-5000 zł, pani Aleksandra zarobiła łącznie ponad 42 tys. zł brutto w ciągu pół roku, co daje średnią miesięczną w okolicach 7 tys. zł brutto.

O komentarz w budzącej emocje sprawie poproszony został dr Krystian Dudek, zajmujący się tematyką marketingu politycznego – Pan burmistrz zapewne myślał, że będzie jak w hollywoodzkim filmie i sprawa zakończy się happy endem. Ale Mikołów to nie Hollywood, zwłaszcza, że za „wielką miłością” idą pieniądze publiczne.

Kwota 42 tys. zł będzie budziła niesmak wyborców, co z pewnością przysporzy burmistrzowi przeciwników, a może spowodować nawet zakończenie jego kariery politycznej. Podobnych przypadków, gdy miłość miesza się z polityką pamiętamy więcej. Generalnie uczucia sprzyjają politykom, bo ocieplają ich wizerunek, co zauważamy podczas kampanii wyborczych, w których ważną rolę odgrywają partnerki i partnerzy kandydatów oraz kandydatek. Doskonale wykorzystywał to Barack Obama, wsparł się tym także Andrzej Duda. Niestety czasami uczucia są przeszkodą – warto wspomnieć tu głośną sprawę romansu Kazimierza Marcinkiewicza, który do tej pory nie wrócił do czynnej polityki, mimo nieskrywanych chęci. Oczywiście są kraje, gdzie sprawy prywatne nie mają tak dużego wpływu na wizerunek publiczny – najlepszym przykładem jest Francja, gdzie panuje większy liberalizm.

 

Całość artykułu dostępna jest pod TYM linkiem.
Zdjęcie: Marzena Bugala – Azarko, screenshot artykułu.
4 powody dla których aż 76% małych firm nie widzi pozytywnego ROI na Facebooku
Czy Tiger wraca na ring? Energetyk powoli odzyskuje zaufanie klientów